Wywiad: Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata

Wywiad: Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata

Z panią Zofią Krzyżanowską, wieloletnią już mieszkanką Modlina Twierdzy, która opowie nam o swoim życiu, o odznaczeniu medalem „Sprawiedliwych Wśród narodów Świata” oraz o książce Rity Ross „Trzy imiona” rozmawia Jacek Topczewski.

Jacek: Witam panią bardzo serdecznie. Może na początek przedstawi się pani krótko naszym czytelnikom.
Zofia : Nazywam się Zofia Krzyżanowska. Urodziłam się w 1935 roku w Bydgoszczy. Mieszkałam tam trzy lata a następnie przeprowadziłam się wraz z rodzicami do Pruszkowa. Moi rodzice chcieli przeprowadzić się do Warszawy lecz wybuch wojny zniwelował te plany. W Modlinie Twierdzy mieszkam wraz z mężem od 1967 roku.

Jak wspomina pani wybuch wojny oraz lata okupacji ?
Lata okupacji spędziłam w Pruszkowie. Mieszkałam wraz z rodziną w mieszkaniu składającym się zaledwie pokoju z kuchnią. Podczas wojny uczęszczałam na tajne komplety. Mój tata był kierownikiem robót elektrycznych w nastawniach kolejowych i znał bardzo dobrze niemiecki. Dzięki temu wiedział, że Niemcy niedługo będą likwidować getto więc postanowił pomóc jednej żydowskiej rodzinie i zaprowadził ich do naszego domu. Początkowo nie wiedzieliśmy kim są ci ludzie, przedstawili nam ich jako ciocia i wujek. Nie pokazywali się oni innym lokatorom z wiadomego powodu lecz z początku oni i ich mała córeczka Reginka wychodzili na spacery. Później jednak przestali oni wychodzić, ponieważ Gospodyni powiedziała, że musi zgłosić na Gestapo, że osoby niezameldowane mieszkają w naszym mieszkaniu. Niedługo potem mój tata przyprowadził kolejną żydowską rodziną, która tym razem ukrywała się w lesie. Łącznie mieszkało nas w domu z pokojem i kuchnią 11 osób.

11 osób w takim małym domu? To wręcz nieprawdopodobne! A więc jak wyglądało wasze życie codzienne i czy nachodziło was Gestapo?
Wszyscy ukrywali się w naszym domu aż do 1945 roku. Nie zapomnę tego momentu jak pierwszy raz od tylu lat opuścili nasze mieszkania i wyszli przywitać armię czerwoną. Gestapo nawiedziło nas trzy razy. Pierwszy raz uratowała nas dobra znajomość języka niemieckiego przez moich rodziców oraz dobry system, ponieważ podczas wizyty gestapo zaczęli się kłócić po niemiecku, dzięki czemu gestapowcy zrobili w tył zwrot. Jeśli chodzi o ten dobry system to mój tata w miejscu wejścia do ubikacji ustawił szafę i przepiłował wejście dzięki czemu wszyscy mogli się tam ukrywać. Kolejnym domowym sposobem był zamontowany dzwonek za framugą, którego używali tylko moi rodzice gdy chcieli wejść do domu. Gdy moi rodzice wchodzili z kimś do domu wtedy pukali a wszystkie rodziny żydowskie chowały się do ubikacji. Jednak nie zapomnę jak Gestapo przyszło i chciało zabrać mojego ojca do Oświęcimia pod pozorem naprawy elektryki w obozie Auschwitz – Birkenau. Ukrył się wtedy wraz z żydowskimi rodzinami za szafą w ubikacji a moja mama powiedziała im wtedy, że ojciec wyjechał za pracą i nie wie gdzie jest. Ojca i innych Żydów nie znaleźli lecz mnie jeszcze wtedy małą dziewczynkę uderzyli parę razy. A jeśli chodzi o formę spędzania wolnego czasu to wszyscy grali w karty a dokładnie w popularnego wtedy „tysiąca”.

Bardzo interesujące. Czy może mi pani teraz opowiedzieć o odznaczeniu medalem „Sprawiedliwych wśród narodów świata”?
W 1991 roku odbyła się uroczystość w Sali Kongresowej w Warszawie. Została zaproszona cała moja rodzina do odebrania odznaczenia. Był to na pewno jeden z najważniejszych momentów w moim życiu i nie zapomnę go do końca swojego życia. Posiadam do dzisiaj dyplom upamiętniający to odznaczenie.

Czy mimo upływu tylu lat dalej utrzymuje pani kontakt z tymi żydowskimi rodzinami?
Rodzina Jadzi i Reginy wyjechały z Polski od razu po wojnie w 1945 roku. Wszyscy zostali skierowani do Łodzi do punktu zbiorczego i dostali bilet w jedną stronę. Dzisiaj Regina mieszka w Izraelu a Jadwiga w Australii. Utrzymujemy stały kontakt telefoniczny a nawet kiedyś odwiedziły nas parę razy.

Czy to prawda, że pani historia została wspominania w książce Rity Ross „Trzy imiona„?
Tak to prawda. Prezentacja książki odbyła się w maju tego roku w Pruszkowie. Nie spodziewałam się takiej frekwencji oraz takiego zainteresowania tą książką. Książka była pisana 2 lata i znajdują się w niej także fotografie z naszym udziałem. Dzięki niej możemy jeszcze łatwiej i cieplej wspominać tamten czas. Jestem także upamiętniona w ogrodach instytutu Yad Vashem, gdzie na wyryte są moje dane na marmurowych tablicach „Sprawiedliwych Wśród narodów Świata”

Pani życie to kopalnia wiedzy i ciekawych doświadczeń. Czy przekazuje pani te wszystkie wiadomości swoim wnukom? Czy są oni zainteresowani pani historią?
Razem z moim mężem Czesławem mamy 2 synów, 5 wnuków i 7 wnucząt. Nasze dzieci bardzo interesują się nami i naszą historią i zawsze wyrażali zainteresowanie tą sprawą. Cieszymy się, że mamy takich cudownych potomków.

Gratuluje 60 rocznicy ślubu. Słyszałem, że wasi bliscy sprawili wam miłą niespodziankę. Może pani o tym opowiedzieć?
Nasze dzieci zorganizowały nam piękną uroczystość w lokalu Relax w Nowym Dworze Mazowieckim. Byliśmy ogromnie zaskoczeni tym wszystkim oraz zaproszonymi gośćmi, ponieważ pojawił się Burmistrz Jacek Kowalski oraz Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego. Dla takich chwil naprawdę warto żyć.

Dziękuję za rozmowę.

1001

/Jacek Topczewski/

Brak komentarzy.

Komentarze

Musisz się zalogować , aby móc komentować.