Tragiczne informacje napłynęły ze szpitala w nocy ze środy na czwartek. Zmarł 20-letni mężczyzna, który był kierowcą Toyoty uczestniczącej w dramatycznym wypadku w Łomiankach. Tym samym liczba ofiar tej tragedii wzrosła do trzech.
Do zdarzenia doszło w niedzielę, 12 kwietnia, około godziny 18:00 na trasie DK7. W karambolu brało udział kilka pojazdów. Na miejscu zginęły dwie osoby – 19-letnia kobieta oraz 15-letni chłopak. Kierowca Toyoty w ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie lekarze przez kilka dni walczyli o jego życie. Niestety, mimo wysiłków medyków, mężczyzna zmarł.
Jak doszło do wypadku?
Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że kierowca Audi jechał w stronę Warszawy z dużą prędkością, wyprzedzając inne auta w niebezpieczny sposób. Na wiadukcie w Łomiankach miał zahaczyć o Toyotę, która następnie przebiła bariery, wypadła na przeciwległe pasy ruchu i wielokrotnie dachowała, zderzając się z kolejnymi samochodami.
Według ustaleń prokuratury, sprawca wypadku był pod wpływem alkoholu. Mężczyzna miał aktywne zakazy prowadzenia pojazdów. Po zdarzeniu razem z pasażerem uciekł z miejsca wypadku – obaj zostali zatrzymani dopiero po kilku godzinach.
Śledztwo i zarzuty
44-letni kierowca Audi usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu, ucieczki z miejsca zdarzenia oraz złamania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Grozi mu wieloletnie więzienie. Zarzuty usłyszał również pasażer, który nie udzielił pomocy poszkodowanym.
Strażacy: „To zdarzenie bardzo nas poruszyło”
Do tragedii odnieśli się także strażacy, którzy brali udział w akcji ratunkowej. W opublikowanym wpisie podkreślili, jak ogromne emocje towarzyszyły działaniom na miejscu wypadku:
„Zdarzenie bardzo nas poruszyło. Swoją skalą, jak i skutkami. Bezpośrednio po powrocie długo rozmawialiśmy, podsumowując działania oraz dzieląc się doświadczeniami i sposobami radzenia sobie w takich sytuacjach. Wielu z nas, także tych młodszych, widziało już wiele, jednak tym razem wyraźnie dało się odczuć ogrom towarzyszących nam emocji”.
Słowa ratowników pokazują, jak trudne i obciążające psychicznie są tego typu interwencje – nawet dla doświadczonych służb.










