Nocna podróż, która miała być spokojnym przejazdem z Krakowa do Kołobrzegu, zamieniła się w kilkugodzinny dramat dla około 400 pasażerów. Zaledwie kilkanaście minut po opuszczeniu stacji Nowy Dwór Mazowiecki, skład nagle stanął na trasie z powodu awarii lokomotywy.
Było tuż po 3:40 w nocy, gdy przedziały wypełnione śpiącymi podróżnymi wstrząsnął gwałtowny dźwięk i pociąg zatrzymał się bez ostrzeżenia. Zamiast dalszej jazdy – cisza, oświetlenie awaryjne i pytania: co się dzieje? Wielu pasażerów początkowo myślało, że to kolejny planowy postój, ale z każdą minutą rodziła się coraz większa frustracja.
Okazało się, że lokomotywa odmówiła dalszej jazdy, co sparaliżowało cały skład. Pasażerowie pozostali na miejscu bez możliwości ruszenia dalej, a stricte techniczne problemy przeciągały się w czasie. Dopiero wczesnym rankiem na miejsce dotarła zastępcza lokomotywa, która przed godziną 7:00 rano zaczęła holować skład dalej w stronę Kołobrzegu.
Całe zdarzenie zakończyło się dla pasażerów opóźnieniem wynoszącym około 200 minut, czyli ponad trzy godziny. Choć obsługa pociągu starała się łagodzić napięcie – zapewniając ogrzewanie i poczęstunki – nic nie mogło całkowicie ukoić nerwów tych, którzy marzyli już o dotarciu nad morze.
Dla wielu była to podróż z rodzinami, bagażami i planami – zamiast tego stała się przymusowym postojem na zimnej stacji, który na długo pozostanie w pamięci uczestników.










