Z Mateuszem Śliwą prezesem Nowodworskiego Centrum Inicjatyw Społecznych, rozmawiamy o nowej organizacji na terenie miasta Nowego Dworu Mazowieckiego, planach na przyszłość, finansowaniu oraz powiązaniach z obecnym burmistrzem miasta.
Czym zajmuje się Nowodworskie Centrum Inicjatyw Społecznych? Co wyróżnia Was na tle innych organizacji?
Nowodworskie Centrum Inicjatyw Społecznych to przede wszystkim ludzie, którym zależy na tym, żeby nasze miasto rozwijało się nie tylko inwestycyjnie, ale także społecznie i kulturalnie. Skupiamy wokół siebie osoby, które potrafią organizować różnego rodzaju przedsięwzięcia – mają doświadczenie, zapał i chęć rozwiązywania problemów.
Wierzymy, że to mieszkańcy – poprzez inicjatywy oddolne – powinni mieć realny wpływ na to, jak wygląda życie w tym mieście. My chcemy dać im narzędzia i przestrzeń do realizowania tej wizji.
Co nas wyróżnia? Przede wszystkim świeże podejście i bliskość ludzi. Jesteśmy nową organizacją, ale tworzą ją osoby, które wcześniej działały w różnych miejscach – teraz połączyliśmy siły. Nie mamy utartych schematów, nie działamy według zasady „bo zawsze tak było”. Zawsze zadajemy sobie pytanie: „co naprawdę ma znaczenie dla Nowego Dworu Mazowieckiego?” I to właśnie robimy – organizujemy wydarzenia, warsztaty, spacery, działania edukacyjne i integracyjne, które mają sens i odpowiadają na realne potrzeby mieszkańców.
W jakim celu powstało Nowodworskie Centrum Inicjatyw Społecznych? Jaka była Twoja osobista motywacja, by założyć to stowarzyszenie?
NCIS powstało z potrzeby działania – i to działania, które wynika z mojego życiowego doświadczenia, nie tylko związanego z Nowym Dworem Mazowieckim. Od momentu, kiedy moje życie połączyło się z tym miastem, miałem poczucie, że drzemie w nim ogromny potencjał społeczny. Brakowało jednak struktury, która potrafiłaby ten potencjał uruchomić i odpowiednio ukierunkować.
Moją motywacją było stworzenie miejsca otwartego na pomysły mieszkańców, a nie zamkniętego w procedurach. Przestrzeni dla ludzi aktywnych, pełnych inicjatywy, ale też takich, którzy dopiero chcą zacząć działać i szukają wsparcia.
Chciałem, żebyśmy – jako społeczność – przestali czekać, aż „ktoś coś zrobi”. NCIS to sposób na to, żebyśmy to my robili. Oddolnie, wspólnie, odpowiedzialnie. Dlatego powołaliśmy stowarzyszenie, które działa nie tylko dla ludzi, ale z ludźmi.
Do jakich grup kierujecie swoje działania? Kto może liczyć na Wasze wsparcie?
Nasze działania kierujemy do wszystkich mieszkańców Nowego Dworu Mazowieckiego – niezależnie od wieku, statusu czy przekonań. Nie dzielimy ludzi na „grupy docelowe” w marketingowym sensie. Dla nas liczy się to, czy ktoś chce działać, rozwijać się, spotykać z innymi, wnieść coś do lokalnej społeczności – albo po prostu być jej częścią.
Realizujemy inicjatywy zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla osób dorosłych czy seniorów. Wspieramy ludzi aktywnych, ale też tych, którzy dopiero szukają swojej ścieżki – czy to przez edukację, kulturę, czy działania obywatelskie. Dajemy też przestrzeń organizacjom, które chcą z nami współpracować.
W skrócie – wspieramy tych, którzy chcą coś zmienić. I tych, którzy chcą poczuć, że nie są w tym sami.
Co zwykły mieszkaniec Nowego Dworu Mazowieckiego mający ciekawy pomysł może z Waszą pomocą zrobić?
Wszystko! …na tym mógłbym zakończyć wypowiedź [śmiech].
A tak serio – naprawdę nie widzę żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o naszą działalność. Jeśli dobrze zaplanujemy, co chcemy wspólnie zrobić, znajdziemy na to finansowanie i wszyscy odpowiednio się zaangażujemy – to nie ma barier, których nie jesteśmy w stanie pokonać.
Oczywiście, musimy być realistami. Nie zakładajmy, że NCIS za trzy miesiące wybuduje kosmodrom w Twierdzy Modlin i Nowy Dwór Mazowiecki stanie się miejscem startowym dla statków Elona Muska…
Choć… [śmiech] …potrafię sobie wyobrazić, że dostajemy dofinansowanie w jakimś programie typu „Młodzi odkrywcy”, a jeden z jego uczestników tak się tym zainspiruje, że za 20–30 lat będzie naprawdę wysyłał statki kosmiczne. I to właśnie stąd – z Nowego Dworu.
W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Naszym atutem jest to, że od początku mówimy wprost, co jesteśmy w stanie zrobić, a czego nie. Nie dajemy ludziom złudnych nadziei – ale jeśli coś ma potencjał, to na pewno spróbujemy.
Czy mieszkańcy Nowego Dworu chętnie angażują się w Wasze działania – np. jako wolontariusze?
W mieszkańcach Nowego Dworu Mazowieckiego drzemie ogromny potencjał. Poznałem tu ludzi, którzy mają bardzo różne pomysły – od budowy „zwykłego” placu zabaw dla dzieci, po osoby, które w wolnym czasie sprzątają zaśmiecone miejsca w mieście, bo po prostu nie mogą patrzeć, jak to wygląda.
NCIS nie szuka ludzi do pracy – choć wiadomo, że wszystkiego sami nie zrobimy. Ale naszym celem nie jest tworzenie listy nazwisk „do wykorzystania przy okazji”. Chcemy budować świadomą, zaangażowaną społeczność, gotową do działania – ale też czującą sens tego działania. Nie chodzi nam tylko o to, żeby „coś się działo”. Chodzi o to, żeby ludzie zobaczyli, że mogą naprawdę zmieniać przestrzeń wokół siebie. I że czasem robią to szybciej, lepiej i z większym sercem niż niejeden profesjonalny projekt.
Dajemy mieszkańcom możliwość wzięcia spraw w swoje ręce. Jeśli ktoś chce pomóc przy konkretnym projekcie – przyjmiemy go z otwartymi ramionami. Ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby widział w tym coś więcej niż tylko zadanie do wykonania. Chcemy, żeby czuł, że robi to dla siebie – i z innymi.
Jakie projekty udało się już zrealizować i z czego jesteście najbardziej dumni?
Jako NCIS? Jeszcze żadnego – ale to tylko dlatego, że oficjalnie istniejemy dopiero od 3 lutego 2025 roku.
Jeżeli pytasz, w jakich projektach uczestniczyli ludzie, którzy skupiają się dziś wokół NCIS, to… szczerze mówiąc, nie jestem w stanie tego wszystkiego wymienić. Na przestrzeni lat byliśmy zaangażowani w najróżniejsze inicjatywy – od tworzenia murali i rekonstrukcji historycznych, przez budowanie pomników, aż po organizację imprez, warsztatów i wystaw.
Wachlarz naszych możliwości jest ogromny – no dobra, może ograniczają nas fundusze (jak wszystkich), ale z tym też potrafimy sobie radzić. Działamy z pomysłem, z doświadczeniem i z determinacją. A NCIS jest po to, żeby to wszystko zebrać w jednym miejscu i dać temu nową jakość.
Z jakich źródeł finansujecie swoją działalność? Czy są to tylko dotacje publiczne?
Nie skupiamy się na finansowaniu z budżetu miasta – przede wszystkim dlatego, że doskonale znamy jego ograniczenia. Wiemy, w jakiej sytuacji finansowej znajduje się samorząd i nie chcemy dokładać kolejnych obciążeń. NCIS to nie jest stowarzyszenie, które powstało po to, żeby „drylować” miejską kasę – wręcz przeciwnie, chcemy ją odciążyć.
Obecnie czekamy na rozstrzygnięcia aż 25 konkursów, w których złożyliśmy wnioski o dofinansowanie naszych projektów. Oczywiście, nie mamy złudzeń – wiemy, że nie wszystko się uda. Ale właśnie to pokazuje, że istnieje wiele możliwości realizowania społecznych przedsięwzięć. Trzeba szukać, aplikować, próbować.
Chcemy być przykładem tego, że da się działać aktywnie, mądrze i z szacunkiem do publicznych środków – niezależnie od tego, skąd pochodzą. W przyszłości planujemy też rozwijać współpracę z partnerami prywatnymi i działać w modelu mieszanym. Najważniejsze dla nas jest to, żeby nie uzależniać się od jednego źródła, tylko działać w sposób uczciwy, przejrzysty i odpowiedzialny.
Jak dbacie o przejrzystość finansową i zaufanie mieszkańców?
Dla nas przejrzystość to nie formalność – to fundament. NCIS to stowarzyszenie, które nie zostało założone w celach zarobkowych któregokolwiek z jego członków. Nie pobieramy wynagrodzeń, nie budujemy wokół siebie żadnych układów, nie tworzymy stanowisk „dla swoich”. To, co robimy, wynika z potrzeby działania, a nie z chęci zysku.
Od początku podkreślamy też, że nie mamy w planach korzystania z dotacji miejskich – szanujemy sytuację finansową miasta i nie chcemy być organizacją, która tylko „ciągnie” środki z lokalnego budżetu. Wierzymy, że istnieje wiele innych sposobów na realizację działań społecznych – i właśnie z nich korzystamy.
Wszystkie nasze finanse są przejrzyste i rozliczane zgodnie z zasadami konkursów, w których bierzemy udział. Ale równie ważne jest dla nas to, jak widzą nas mieszkańcy. Dlatego staramy się być maksymalnie otwarci, dostępni, gotowi do rozmowy.
Zaufanie buduje się codziennie – nie tylko przez dokumenty, ale przez konsekwencję i uczciwość w działaniu. I właśnie na tym chcemy budować NCIS.
Czy prowadzicie ewaluację swoich projektów? Jak mierzycie efekty swojej pracy?
Jesteśmy dopiero na początku naszej drogi jako NCIS, więc jeszcze nie mamy za sobą dużych projektów, które wymagałyby zaawansowanej ewaluacji. Ale od samego początku zakładamy, że każde działanie musi mieć sens i zostawić coś po sobie – i nie mówimy tu tylko o liczbach.
Chcemy mierzyć efekty naszej pracy przede wszystkim poprzez reakcje ludzi – czy do nas wracają, czy pytają o kolejne wydarzenia, czy sami wychodzą z pomysłami, czy widzą sens istnienia naszej organizacji. To dla nas najlepszy wskaźnik: aktywność, zaangażowanie, widoczna zmiana w otoczeniu.
Oczywiście, w ramach projektów finansowanych ze środków zewnętrznych będziemy stosować standardowe narzędzia: raporty, ankiety, zestawienia liczbowe. Bo bez rzetelnego rozliczenia z tego, co zrealizowaliśmy, nikt nie zaufa nam na tyle, by dopuścić nas do kolejnego konkursu.
Ale najważniejsze dla nas jest jedno: czy coś realnie zmieniło się na lepsze. Czy ktoś poczuł, że jego głos ma znaczenie. Czy ktoś uwierzył, że może działać. Jeśli tak – to znaczy, że projekt się udał.
Przewodniczący Rady Miejskiej zarzuca Waszemu stowarzyszeniu powiązania polityczne. Jak Pan się do tego odniesie?
Jeżeli Nowodworskie Centrum Inicjatyw Społecznych jest organizacją polityczną, to co powiemy o innych stowarzyszeniach lokalnych – takich jak „Zjednoczeni”, „Wiarygodność, Niezależność, Dialog” czy „Rozbiegamy Nowy Dwór”? Każde skupia osoby aktywne w lokalnej polityce – radnych, kandydatów na burmistrza, a nawet przewodniczącego Rady Miejskiej.
Jeśli komuś przeszkadza moja znajomość z Sebastianem Sosińskim, obecnym burmistrzem Nowego Dworu Mazowieckiego – to muszę go zmartwić, bo znam również byłego burmistrza Jacka Kowalskiego, Karola Bielca – kandydata na burmistrza z ostatnich wyborów, a także pana Marcina Ozdarskiego.
Z każdym z nich – lub z organizacjami, które reprezentują – miałem okazję współpracować przy różnych wydarzeniach społecznych. I uważam, że to jest po prostu normalne.
Ani ja, ani obecny burmistrz nie jesteśmy więźniami faktu, że kiedyś pracowaliśmy w jednej firmie. Tak, to prawda – pracowaliśmy razem. Ale czy to, że ktoś gdzieś pracował, to coś złego? Czy to powinno kogokolwiek eliminować z życia społecznego?
Z Sebastianem Sosińskim zrobiliśmy wiele dobrego dla Twierdzy Modlin. On jest dziś burmistrzem. Ja działam dalej – zakładając stowarzyszenie, które ma służyć ludziom.
W Nowym Dworze wiele osób się zna – to nie jest metropolia. Znać kogoś, współpracować z kimś, rozmawiać – to nie znaczy działać politycznie.
Jeśli organizacja społeczna nie może rozmawiać z burmistrzem, to z kim ma rozmawiać?
Współpraca z urzędem, jeśli będzie potrzebna i możliwa, będzie miała charakter merytoryczny – nie partyjny i niefinansowy. A jeśli władza się zmieni – dalej będziemy działać. Z każdym, kto będzie gotowy rozmawiać o dobru mieszkańców.
Mam wrażenie, że polityka w Nowym Dworze Mazowieckim jest tematem tabu. Najlepiej nic o niej nie mówić, nie mieć swojego zdania, pozwolić, żeby „toczyła się własnym życiem”…
Ale przecież takie podejście do tematu mają tylko ci, którzy chcą coś ukryć.
Ja nie jestem nowodworzaninem z krwi i kości – jestem Ślązakiem i jestem z tego dumny. Moja droga życiowa poprowadziła mnie tak, że wylądowałem w Twierdzy Modlin. Zakochałem się w tym miejscu. Szanuję mieszkańców tego miasta. Widzę w tej społeczności ogromny potencjał – podobnie jak w sobie [śmiech].
Dlaczego tego po prostu nie wykorzystać? Dlaczego nie zrobić czegoś pozytywnego?
Czy my – jako naród – zawsze musimy toczyć jakieś spory?
Czy NCIS ma charakter polityczny? Czy wspiera którąkolwiek ze stron w lokalnym sporze politycznym?
Polityka? W samorządzie? Naprawdę?
Jeżeli ktoś chce budować w samorządzie partie polityczne, to moim zdaniem albo nie przemyślał ścieżki, którą podąża, albo nie rozumie, czym tak naprawdę powinien być samorząd.
Nie chcę, żeby Nowodworskie Centrum Inicjatyw Społecznych wdawało się w jakiekolwiek spory polityczne. Nie będę jednak udawał, że prywatnie nie mam swoich poglądów – mam. Ale ten wywiad nie jest z Mateuszem Śliwą – komentatorem polityki, tylko z Mateuszem Śliwą – prezesem NCIS. I ja potrafię te dwie funkcje od siebie oddzielić.
Tak jak już wspomniałem – to nie czas i miejsce na takie dywagacje. My jesteśmy tu od pracy społecznej, nie od dzielenia ludzi.
Jak wygląda Wasza współpraca z Urzędem Miejskim – czy jest ona oparta na formalnych zasadach, np. konkursach dotacyjnych?
Jedyną formą współpracy, jaką do tej pory podjęliśmy z Urzędem Miejskim, było złożenie prośby o użyczenie adresu do rejestracji naszego stowarzyszenia – takiego wymaga prawo.
Przy zakładaniu stowarzyszenia trzeba wskazać adres siedziby, więc zwróciliśmy się do Burmistrza z pytaniem, czy możemy podać adres Urzędu Miejskiego – oczywiście bez żadnego lokalu, biura czy przestrzeni użytkowej. Miasto wyraziło zgodę, podpisaliśmy stosowną umowę i na ten moment nasza współpraca z urzędem się kończy.
Nie wyobrażam sobie jednak, że w przyszłości nie będziemy współpracować z Urzędem Miejskim w ogóle. Jeśli chcemy realizować cele ważne dla mieszkańców, to pewne formy kontaktu czy współdziałania będą nieuniknione. Ale ta współpraca musi się opierać wyłącznie na jasnych i przejrzystych zasadach, które nie dają pola do żadnych nadużyć.
Tak jak już mówiłem – nie składaliśmy żadnych wniosków o dotacje z budżetu miasta i nie planujemy tego w najbliższej przyszłości. Już wkrótce wszyscy przekonają się, że naszym celem jest raczej odciążenie budżetu miasta niż sięganie do niego.
Zamiast pisać pisma, wnioski do budżetu, czekać na sesję i decyzję radnych – wolimy po prostu działać. Mam wrażenie, że wiele postulatów radnych czy zarządów osiedli można zrealizować szybciej, skuteczniej i… bez zbędnych procedur.
Dziś NCIS funkcjonuje całkowicie niezależnie od miejskiego finansowania. I to właśnie na tej niezależności chcemy budować zaufanie do naszej działalności.
Czy fakt, że zna się Pan osobiście z burmistrzem, wpływa na decyzje podejmowane w NCIS?
Tak, znam burmistrza osobiście. I nie zamierzam się tego wypierać.
W przeszłości działaliśmy razem, zrobiliśmy wspólnie wiele wartościowych rzeczy – zwłaszcza w Twierdzy Modlin. To była współpraca oparta na wspólnych celach, nie na polityce i nie na chęci zysku.
Czy ta znajomość wpływa na decyzje podejmowane w NCIS? Nie w taki sposób, jak niektórzy próbują to przedstawiać. To nie jest relacja zależności. To nie jest tak, że ktoś nam coś podpowiada, każe, sugeruje czy wpływa na nasze działania.
Ale nie ukrywam, że chciałbym mieć możliwość – jak każdy lider organizacji – porozmawiać z burmistrzem o ważnych sprawach. Poprosić o opinię, spojrzenie z innej perspektywy. Ale jako partnera – a nie przełożonego. Tylko na takiej płaszczyźnie taka relacja ma sens.
NCIS to organizacja niezależna. Z własnym zarządem, własną wizją i własną odpowiedzialnością. I nikt z zewnątrz nie podejmuje za nas decyzji – nawet jeśli wcześniej razem działaliśmy.
Czy Pana zdaniem zmiana władzy w Nowym Dworze Mazowieckim dokonana niespełna rok temu, była potrzebna?
Mieszkając w Nowym Dworze Mazowieckim od kilku lat, działając tutaj w różnych rolach, współpracując z mieszkańcami – nie sposób uniknąć rozmów na temat lokalnego samorządu, działań czy postaw konkretnych osób.
Mieszkańcy chcieli tej zmiany – od dawna. Z jakiegoś powodu jednak przez 24 lata nie dokonywali jej w praktyce. Nie mnie oceniać skutki rządów Jacka Kowalskiego – tej oceny dokonali ludzie, przy urnach, rok temu.
W wielkich korporacjach na wysokich stanowiskach często prowadzi się politykę cyklicznych zmian. I nie dlatego, że dana osoba jest słaba merytorycznie – tylko dlatego, że po latach w jednym środowisku łatwo wpaść w rutynę. Trudniej o świeże spojrzenie. Działania zaczynają zamykać się w powtarzalnych ramach.
24 lata to bardzo długi okres. Taki czas potrafi człowieka wyczerpać – nawet jeśli zaczynał z najlepszymi intencjami.
W samorządzie dochodzi jeszcze aspekt oczekiwań wyborców. I tego, kto startuje. Czy jest ktoś, kto potrafi ich przekonać, zainspirować, pokazać inną drogę.
Sebastian Sosiński idealnie pasuje do roli burmistrza.
I nie mówię tak dlatego, że kiedyś razem pracowaliśmy [śmiech]. Mówię to, bo to człowiek z wizją, energią do działania, lokalny patriota, a przede wszystkim – skromny człowiek.
Nie mnie oceniać, co dokładnie sprawiło, że rok temu mieszkańcy w końcu postawili na zmianę. Prywatnie? Cieszę się, że Sebastian realizuje swoje cele i kibicuję mu z całego serca.
Czy współpracować będziecie z każdym, niezależnie od poglądów czy przynależności do innych grup i stowarzyszeń?
Oczywiście.
Jeżeli ktoś chce działać na rzecz mieszkańców, ma dobre intencje i szanuje zasady – to dla mnie nie ma znaczenia, jakie ma poglądy polityczne, na kogo głosował albo z kim się fotografował.
NCIS nie powstało po to, żeby budować podziały. Powstało po to, żeby coś wspólnie robić.
Jeśli ktoś chce budować plac zabaw, organizować warsztaty, sprzątać tereny zielone albo po prostu zrobić coś dobrego dla lokalnej społeczności – to zapraszamy. Tylko tyle i aż tyle.
Ja patrzę na ludzi przez pryzmat ich działań, a nie deklaracji.
Jeśli ktoś traktuje współpracę poważnie, uczciwie i merytorycznie – drzwi NCIS są otwarte. Niezależnie od szyldu czy przynależności.
Na swoim profilu facebookowym piszecie, że będą warsztaty, spacery, festiwale, działania z sercem i z sensem. Proszę powiedzieć, jakie macie plany? Nad jakimi projektami obecnie pracujecie?
Plany mamy ambitne – i jest ich naprawdę sporo.
Obecnie pracujemy nad kilkoma projektami, które zgłosiliśmy do konkursów ogólnopolskich i wojewódzkich. Czekamy na rozstrzygnięcia aż 25 wniosków – więc jest duża szansa, że lada moment ruszamy z całą falą inicjatyw.
Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że nie należę do osób, które lubią się chwalić rzeczami, których jeszcze nie zrealizowały – i chciałbym, żeby w NCIS też tak zostało. Dlatego kiedy będziemy już wiedzieć, że coś robimy – ta informacja na pewno wybrzmi w przestrzeni publicznej.
Dziś za dużo się mówi „trzeba coś zrobić”, a za mało widać konkretnych efektów.
Lwią część naszego czasu pochłania teraz praca nad strukturą działania NCIS – szukamy rozwiązań, które pozwolą nam ruszyć z projektami natychmiast po ogłoszeniu wyników. Ale to nie wszystko. Cały czas szukamy inspiracji, rozmawiamy z ludźmi, słuchamy mieszkańców.
Dlatego uruchomiliśmy naszą stronę na Facebooku – liczę na to, że mieszkańcy Nowego Dworu Mazowieckiego będą chcieli się włączyć w naszą działalność. Bo to wszystko robimy właśnie dla nich.
Gdzie widzi Pan NCIS za pięć lat? Czy planujecie rozszerzać działalność poza Nowy Dwór Mazowiecki?
Za pięć lat? To już chyba będzie po wyborach, nie? Pewnie na stołku przewodniczącego Rady Miejskiej… [śmiech] – tak pewnie niektórzy myślą. Nie no, żart.
Chciałbym, żeby NCIS było rozpoznawalną marką społeczną – taką, która kojarzy się z uczciwością i działaniem z ludźmi i dla ludzi.
Marzy mi się, żebyśmy mieli na koncie kilkadziesiąt wartościowych projektów, setki zaangażowanych mieszkańców i wyraźny wpływ na to, jak wygląda życie społeczne w Nowym Dworze Mazowieckim.
Czy będziemy rozszerzać działalność poza miasto? Nie mówię nie.
Jeśli pojawią się ludzie w innych miejscowościach, którzy będą chcieli działać według naszych wartości, naszej metody – to czemu nie?
Ale zawsze będziemy mieć zakorzenienie tutaj. NCIS to Nowy Dwór – to nasz punkt wyjścia i nasz dom.
Najważniejsze, żebyśmy za pięć lat nadal mieli energię, dalej byli uczciwi i mieli przekonanie, że to, co robimy, ma sens. Bo wtedy wszystko inne da się zbudować.
Co według Pana najbardziej potrzebuje zmiany w Nowym Dworze, jeśli chodzi o społeczne zaangażowanie mieszkańców?
Największym problemem nie jest brak ludzi, którym się chce – bo w Nowym Dworze Mazowieckim jest mnóstwo zaangażowanych, mądrych i kreatywnych osób.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie mają gdzie z tym pójść. Albo kiedy z góry zakładają, że nikt ich nie posłucha – bo nie mają nazwiska, funkcji czy szyldu.
Chciałbym, żebyśmy jako społeczność przestali się bać działać. Żebyśmy nie myśleli, że wszystko trzeba załatwiać przez urząd albo że każda inicjatywa oddolna musi mieć jakieś „drugie dno”. Bo nie musi.
Czasem po prostu warto coś zrobić razem – bez kalkulacji, bez układów, bez ukrytych celów.
I właśnie to moim zdaniem najbardziej potrzebuje zmiany – więcej odwagi, więcej współpracy, mniej podejrzliwości.
Zaangażowanie to nie przywilej – to odpowiedzialność.
I jeśli każdy z nas weźmie chociaż jej kawałek na siebie, to naprawdę możemy dużo zmienić.
Inna sprawa, że jak już ktoś w tym mieście zaczyna coś robić, to od razu pojawia się ktoś, kto chce mu przykleić łatkę – polityka, cwaniaka, człowieka z interesem.
Wiem, co mówię – bo właśnie tego doświadczam.
Niestety, ludzie często oceniają innych przez pryzmat własnego światopoglądu. I to też musimy zmienić.
Co było dla Pana największym wyzwaniem od początku działalności stowarzyszenia?
Największym wyzwaniem? Mam nadzieję, że te największe dopiero przede mną [śmiech]… Chociaż nie powiem – samo zakładanie stowarzyszenia w naszym kraju do najłatwiejszych nie należy. Zwłaszcza kiedy trzeba to połączyć z pracą zawodową i życiem prywatnym.
Do tego dochodzi zmierzenie się z klimatem nieufności – bo jeszcze nawet nie zaczęliśmy działać, a już okrzyknięto nas stowarzyszeniem politycznym. I to chyba najtrudniejsze: nie przejmować się tym, co ktoś mówi, tylko robić swoje. Realizować wizję krok po kroku, bez ulegania presji z zewnątrz.
Ale… mimo wszystko uważam, że warto. Bo nic, co ma znaczenie, nie przychodzi łatwo. A jeśli to, co robimy, ma być solidne i prawdziwe, to musi przejść przez trudny start. I przechodzi – a my idziemy dalej. Efekty naszej pracy będą świadczyły o nas a nie zarzuty ludzi, których celem jest nas poróżnić.
Mógłbym o tym filozofować długo, ale nie sądzę, że ktoś to później przeczyta.
Jakie wartości są dla Pana – jako lidera organizacji społecznej – najważniejsze?
Po pierwsze – nie nazwałbym siebie „liderem organizacji społecznej”. Wiem, jestem prezesem, funkcja zobowiązuje… ale proszę, nie przywiązujmy się do nazw stanowisk [śmiech].
Po drugie – kręgosłup moralny to nie jest coś, co się tworzy pod daną organizację. To coś, co kształtuje się przez całe życie. To zasady, którymi kierujesz się w każdej sferze – w pracy, w domu, w działaniach społecznych.
Gdybym miał nazwać te zasady, to powiedziałbym: otwartość, skrupulatność, szacunek, uczciwość i odpowiedzialność. Każda z nich wnosi coś innego, każda jest potrzebna na innym etapie i dla każdego mogą znaczyć coś innego. I to też jest w porządku – bo według mnie nie najważniejsze jest to, jak one się nazywają, tylko dokąd nas prowadzą.
Jeśli jesteśmy autentyczni w rozmowie, traktujemy ludzi z szacunkiem, nie próbujemy nikomu „nawijać makaronu na uszy” i naprawdę wierzymy w to, co robimy – ludzie to widzą, czują i ufają nam jako ludziom, nie jako funkcjom.
Więc jeśli miałbym to jakoś podsumować, to powiedziałbym tak: najważniejsze jest być autentycznym. Robić coś w zgodzie ze sobą. Bo jeśli zaczniemy udawać albo kombinować – ludzie od razu to wyczują. A wtedy może być już tylko gorzej…
Czy miał Pan kiedyś moment zwątpienia w sens prowadzenia działalności społecznej? Co wtedy pomagało?
Pewnie, że miałem. Mam wrażenie, że momenty zwątpienia towarzyszą mi częściej niż chwile radości z tego, co robię – może dlatego, że taka jest natura człowieka. Do rzeczy negatywnych przywiązujemy większą uwagę.
Chciałbym to jasno powiedzieć – jestem tylko człowiekiem, z krwi i kości. Mam swoje słabości, swoje problemy, swoje „humorki” jak każdy. Ale najważniejsze jest to, by czerpać radość z tego, co się robi. Dlatego wcześniej wspominałem o autentyczności – bo jeśli coś robimy bez przekonania, „byleby robić”, bo przyświeca nam jakiś inny cel, to po pierwsze: ludzie to szybko zauważą, a po drugie: bardzo szybko stracimy zapał. I po prostu przestaniemy to robić.
Motywacje społeczników są różne – i to raczej nie miejsce, żeby je analizować. Ale wiem jedno: do tego wszystkiego potrzebni są ludzie. Tacy, którzy są obok, którzy pomagają, przybiją piątkę po sukcesie, ale też przytulą po porażce. Jeśli otaczamy się dobrymi ludźmi, to każda chwila zwątpienia naprawdę pozostaje tylko chwilą.
Na koniec: co chciałby Pan powiedzieć mieszkańcom Nowego Dworu, którzy być może jeszcze nie słyszeli o NCIS?
Hmmm… wbrew pozorom, to chyba najtrudniejsze pytanie [śmiech].
Bo jak ktoś mógł jeszcze o nas nie słyszeć? [śmiech]
Oczywiście żartuję. Ale pytanie naprawdę jest trudne, bo mam wrażenie, że próbuje Pan wydusić ze mnie jakąś formułkę, która zareklamuje NCIS, a ja wykorzystam ten moment, żeby ludzie zasypali mnie wiadomościami…
Zmartwię Pana – to nie jest tak, że czekam z utęsknieniem na te wiadomości.
Jestem realistą. Wiem, że ktoś te wszystkie pomysły będzie musiał potem zrealizować – albo w najgorszym razie, powiedzieć pomysłodawcom, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić.
Ale mimo wszystko – liczę na to, że będę w stanie pomóc.
Gdybym miał powiedzieć coś komuś, kto jeszcze o nas nie słyszał?
To powiedziałbym tak:
Spoko – nic nie straciłeś [śmiech].
Ale jeśli miejsce, w którym żyjesz, ma dla Ciebie wartość…
Jeśli społeczność, w której jesteś, jest dla Ciebie ważna…
Jeśli masz pomysł, który chciałbyś zrealizować, ale nie wiesz jak –
skontaktuj się z Nowodworskim Centrum Inicjatyw Społecznych. My Ci pomożemy.
Rozmawiał Marek Karpowicz










