Pilne
  • *** 21 kwietnia w Nowym Dworze Mazowieckim, Nasielsku i Leoncinie odbędzie się II tura wyborów Wójta/Burmistrza *** Lokale wyborcze będą otwarte od godziny 7 do 21                  *** 21 kwietnia w Nowym Dworze Mazowieckim, Nasielsku i Leoncinie odbędzie się II tura wyborów Wójta/Burmistrza *** Lokale wyborcze będą otwarte od godziny 7 do 21  

Prawo (nie) równe dla wszystkich

Sądy w Polsce z pobłażaniem traktują sprawców napadów i pobić ratowników medycznych, choć od dwóch lat gdy, udzielają pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy lub podejmują medyczne czynności ratunkowe, przysługuje im ochrona, jaka jest przewidziana przez prawo dla funkcjonariusza publicznego. Jeśli sprawca znieważy, szarpnie lub uderzy policjanta może być pewny, że trafi za kratki nawet na trzy lata. Jeśli znieważy, szarpnie lub uderzy ratownika medycznego może być pewny, że zapłaci niewielkie zadośćuczynienie, a sprawa rozejdzie się po kościach. Ratownicy mówią dość, bo mają wrażenie, że prawo nie jest równe dla wszystkich.

Z każdym rokiem w Polsce rośnie liczba ataków na ratowników medycznych. W zasadzie nie ma tygodnia, by nie doszło do ataku słownego lub fizycznego na członków Zespołów Ratownictwa Medycznego. W tzw. koszmarną środę pierwszego lutego tego roku tylko jednego dnia doszło w stolicy do dwóch ataków. Najpierw zaatakowani zostali ratownicy w Śródmieściu wezwani do 51-letniego pijanego mężczyzny. W drugim przypadku ratowniczka z całej siły została kopnięta w głowę, gdy w ambulansie udzielała pomocy kobiecie na Woli. Skończyło się wizytą w szpitalu i tomografią komputerową.

– Już przy pierwszym kontakcie pacjentka nie była skora do współpracy. Gdy położyliśmy ją na nosze i chcieliśmy ją wnieść do ambulansu próbowała zejść z noszy. Próbowaliśmy wytłumaczyć jej , że musimy jej zrobić EKG. Gdy podłączałam Pani elektrody skala agresji u pacjentki sięgnęła zenitu – opowiada Krysia, ratowniczka medyczna ze stacji wyczekiwania na warszawskiej Woli – W najmniej spodziewanym momencie, gdy byłam skoncentrowana na badaniu jej z całej siły kopnęła mnie w głowę nogą. Poczułam straszny ból, zakręciło mi się w głowie i o mało nie zemdlałam.

Trauma jest na tyle silna, że ratowniczka nie chce nawet opowiadać o tej historii pod swoim prawdziwym imieniem. Takie przypadki to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie wszystkie agresywne zachowania ze strony pacjentów i osób postronnych są bowiem zgłaszane przez członków ratownictwa medycznego. Czasami udaje im się zapanować nad sytuacją bez konieczności wzywania patrolu policji. Część ratowników nie chce kierować sprawy do sądu, bo procesy są długie i męczące, a wyroki niewspółmierne do czynów. Potwierdzają to statystyki Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” SPZOZ w Warszawie. Ratownicy przytaczają głośną historię, gdy pacjent uderzył ratownika medycznego w twarz i zbił mu okulary. Sąd uznał, że wina sprawcy jest bezsporna, jednak straty oszacował na 600 zł i taką kwotę zadośćuczynienia przyznał poszkodowanemu ratownikowi. W tym tygodniu zapadł wyrok w sprawie mężczyzny, który obrażał ratowników medycznych, a następnie próbował ich rozjechać tylko dlatego, że Ci zatrzymali na środku jezdni ambulans na sygnale i wyciągali z niego nosze, by jak najszybciej dotrzeć do potrzebującej ich pomocy pacjentki. Do tego bulwersującego zdarzenia doszło na ulicy Emilii Plater 30 w Śródmieściu stolicy 4 czerwca zeszłego roku.

Jeden z ratowników próbował schronić się w ambulansie, ale nie zdążył, bo mężczyzna uderzył go do swoim autem. Cudem uniknęłam staranowania. Pomimo odniesionych przez mojego kolegę ran: doznał urazu kolana i przedramienia, udzieliliśmy pomocy ciężko chorej pacjentce, do której zostaliśmy wysłani przez dyspozytora medycznego – opowiada Halina, kierowniczka Zespołu Ratownictwa Medycznego Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans” SPZOZ w Warszawie – Następnie przekazaliśmy pacjentkę innemu zespołowi, a sami pojechaliśmy do szpitala.

Sąd uznał agresywnego mężczyznę za winnego popełnienia zrzucanego mu czynu i wymierzył mu karę 3000 zł. Wyrok jest nieprawomocny, ale ratownicy nie kryją złości.

Każdego dnia ratuję zdrowie i życie ludzi – zdrowie i życie ludzi, bo są one bezcenne. Gdy moje zdrowie i życie było zagrożone, a cała historia mogła zakończyć się tragedią, sąd wymierzając tak niską karę mężczyźnie uznał, że nasze, ratowników zdrowie i życie nie jest bezcenne i ma niską wartość – mówi Sylwester – członek Zespołu Ratownictwa Medycznego, który został zaatakowany przez agresywnego mężczyznę – To boli.

Przypomnijmy, że zgodnie z przepisami polskiego prawa od dwóch lat członkowie zespołów ratownictwa medycznego, korzysta z ochrony jaka przysługuje funkcjonariuszowi publicznemu. To nowość, bo wcześniej tak nie było.

Każdy, kto naruszy nietykalność cielesną, znieważy, będzie wpływał przemocą lub groźbą na wykonywane czynności lub dopuści się czynnej napaści na ratownika medycznego, musi liczyć się z odpowiedzialnością karną. Czyny te są przestępstwami i w zależności od danego artykułu w kodeksie karnym, grozi za nie kara więzienia od 3 do 10 lat. Tyle teoria. Praktykę już opisaliśmy.

Jestem jednym z inicjatorów pomysłu, by wzmacniać prawnokarną ochronę członków ratownictwa medycznego. Pierwsze wyroki w tych sprawach były obiecujące. Sądy orzekały kary pozbawienia wolności w zawieszeniu i przyznawały poszkodowanym ratownikom medycznym zadośćuczynienia nawet w wysokości 10.000 zł – mówi dr n. zdr. Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” SPZOZ w Warszawie – W ostatnim czasie obserwujemy niebezpieczny precedens, który jest powielany. Jest wina, a kara nie ma charakteru odstraszającego nie tylko innych, ale i samego sprawcy. To bardzo niepokojące, bo państwo powinno stać po stronie pokrzywdzonych, powinno ich chronić i z całą surowością powinno karać sprawców przestępstw. Za każdym razem gdy dochodzi o agresji wobec naszych ratowników medycznych czy do zniszczenia mienia uruchamiamy całą machinę prawną, by agresorów spotkała surowa kara. Być może musimy wystąpić do Adama Bodnara, ministra sprawiedliwości, by przyjrzał się sprawie i być może wydał jakieś zalecenia.

Ważne jest nagłaśnianie i publiczne piętnowanie każdej formy agresji w stosunku do ratowników medycznych, by wzrastała świadomośc społeczna, a w głowach wielu utrwalała się informacja, że za podniesienie ręki na funkcjonariusza publicznego czeka surowa kara.

Ads Blocker Image Powered by Code Help Pro

Wyłacz adblocka!

Wykryliśmy, że używasz rozszerzeń do blokowania reklam. Utrzymujemy się wyłącznie z reklam. Wesprzyj nas, wyłączając je.