Po dwóch latach procesu przed Sądem Rejonowym zapadł wyrok w sprawie śmierci 56-letniego mężczyzny, do której doszło na basenie w Nowym Dworze Mazowieckim.
W trakcie postępowania przesłuchano licznych świadków – m.in. ówczesnego dyrektora NOSiR Dariusza Wąsiewskiego, ratowników, koordynatora oraz osoby korzystające w chwili zdarzenia z basenu. Powołano również biegłego, który jednak nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy opuszczenie stanowiska pracy przez jednego z ratowników mogło mieć wpływ na zgon mężczyzny.
W czwartek, 2 października, sędzia Justyna Żbikowska ogłosiła uniewinnienie Bogdana Markiety, oskarżonego o narażenie poszkodowanego na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
– Trzeba jasno powiedzieć, że oskarżonemu nie postawiono zarzutu, iż skutkiem jego działań była śmierć poszkodowanego. To nie było przedmiotem tej sprawy – zaznaczyła sędzia Żbikowska w ustnym uzasadnieniu wyroku.
Sąd oceniał, czy zachowanie Bogdana Markiety – który pełnił funkcję kierownika zmiany ratowników – mogło zwiększyć zagrożenie dla życia i zdrowia mężczyzny. Choć pojawiały się co do tego wątpliwości, ostatecznie sąd nie uznał, by miały one wpływ na ocenę jego winy.
– W opinii biegłego wskazano, że nie ma żadnej gwarancji ani dowodu na to, iż poszkodowanego udałoby się uratować, nawet gdyby akcja reanimacyjna została podjęta wcześniej – podkreśliła sędzia.
Zaznaczyła również, że zgodnie z przepisami kodeksu karnego wszelkie wątpliwości muszą być interpretowane na korzyść oskarżonego. – Jeżeli nie jesteśmy w stanie udowodnić, że konkretna osoba ponosi odpowiedzialność za dany skutek, musi zapaść wyrok uniewinniający – dodała.
W toku sprawy ustalono także, że mężczyzna, który zasłabł w wodzie, nie utonął. – Gdyby doszło do klasycznego utonięcia, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej i mogłaby odwrócić bieg sprawy o 180 stopni – zaznaczyła sędzia Żbikowska. Jak wyjaśniła, biegły sądowy stwierdził, że w płucach poszkodowanego nie było wody – mężczyzna stracił przytomność zanim znalazł się pod wodą. Nie to było przyczyną jego śmierci.
Wyrok nie jest prawomocny. Zarówno prokuratura, jak i oskarżyciel posiłkowy mogą złożyć apelację do Sądu Okręgowego w Warszawie.
Tuż po ogłoszeniu wyroku głos zabrał oskarżony: – Dzisiejszy wyrok odbieram z satysfakcją. Do samego końca robiłem wszystko, do czego jestem wyszkolony. Uważam, że z naszej strony zrobiono wszystko, co było możliwe. Cieszę się, że będę mógł dalej pracować jako ratownik – powiedział Bogdan Markieta w rozmowie z naszym reporterem.
Mężczyzna tonął gdy ratownik bawił się telefonem. Jest akt oskarżenia













